Spoglądam na zegarek.

Do końca lekcji zostało jeszcze dziesięć minut.

Podnoszę głowę wodząc wzrokiem po klasie. Mogę to robić całkiem bezkarnie. W końcu jestem przecież nauczycielem! Języka obcego. Angielskiego. Jakże to brzmi! Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do nowej roli. I jak zwykle nie mogę wyjść ze zdumienia. Że jeszcze tak niedawno siedziałem po tej drugiej stronie. Jakby to było wczoraj. Jakby minęło zaledwie kilka godzin. Parę chwil. Zupełnie jakbym przed momentem wyszedł z klasy jako siedmioletni chłopiec i nagle powrócił w ciele czterdziestoletniego mężczyzny. Ta sama szkoła. Nawet ta sama klasa.

Jakby od tamtego razu nie oddzielały mnie te miliony uderzeń serca. Mojego serca. Serca, którego echo miarowego bicia czuję teraz niemal pod samym sklepieniem czaszki. W koniuszkach palców u nóg. W zgięciu pod kolanami. W żołądku. I w krtani.

Czuję na sobie skupione spojrzenia uczniów. To jeszcze dzieciaki. Pierwsza klasa. Zabawne, ale wciąż mam tremę. Przed nimi. Mimo tych miesięcy, które upłynęły od rozpoczęcia roku szkolnego. Myślałem, że to już nigdy mi się nie przydarzy. Że nie powróci. Przecież w poprzednim życiu negocjowałem milionowe kontrakty, występowałem przed tysięcznym audytorium i prowadziłem szkolenia dla ludzi z całego świata. Znałem wszystkie triki. Zwalczałem stres tak łatwo, jak łatwo teraz można pozbyć się bólu głowy. Albo nadmiernego potu. Albo przykrego zapachu.

A jednak teraz przed nimi czuję się tak, jak wtedy, kiedy mówiłem swój pierwszy wiersz w przedszkolu. Na Dzień Matki. Tak bardzo chciałem zrobić to najlepiej, jak potrafiłem. Dla Niej. I tylko dla Niej.

To wszystko z ich powodu. Nigdy wcześniej nie czułem na ramionach takiego ciężaru. Odpowiedzialności. Odpowiedzialności za ich przyszłość. Za ich dalsze życie. Żeby nieopatrznie nie powiedzieć złego słowa! Bo każde moje słowo ma dla nich znaczenie. Każdy mój gest. Wręcz każdy grymas twarzy. Bo kiedy w nerwach wyrwie ci się, że któreś z nich jest do niczego, to z pewnością ci uwierzy, myśląc że beznadziejne życie jest mu pisane. Jemu i później jego dzieciom. A jeżeli uśmiechniesz się z nieudawaną wyrozumiałością do tamtej dziewczynki, która ze łzami w oczach zarzeka się, że nigdy nie nauczy się odmiany „have to” przez osoby, to właśnie być może obudziłeś w niej przyszłą pisarkę i pewnego dnia zdobędzie The Man Booker Prize. Nigdy tego nie wiadomo.

Żeby ich tylko nie zawieść! Nie sprawić, że stracą swą dziecięcą radość życia. Niewinność. Ufność.

Tak, jak ufa mi tamten chłopiec. Siedzi trzy biurka ode mnie. W środkowym rzędzie. Rzadko się uśmiecha. Dobrze się uczy. Niewiele mówi. Ma takie nieco ironiczne poczucie humoru. Podczas lekcji jest zwykle nieobecny. Gdzieś błądzi myślami. Gdzieś daleko. Czasami niespodziewanie ożywia się i coś pisze z zapałem w zeszycie. Kiedy przechodzę obok niego, skrzętnie ukrywa ten zeszyt przed moim wzrokiem.

Często go obserwuję. I zastanawiam się. O czym teraz myśli? Co znaczy to jego zmarszczone czoło? W jakim teraz miejscu znajduje się swoimi myślami?

Dzwonek terkocze hałaśliwie.

Klasa w jednej chwili pustoszeje.

Zostaję sam. Zbieram powoli wszystkie swoje rzeczy z biurka. Niewiele tego. Dziennik, terminarz nauczyciela i pusty kubek po kawie.

Próbuję odwlec moment wyjścia jak najdłużej.

Wychodzę na zewnątrz szkoły. Bezchmurne niebo o tej porze roku to prawdziwa rzadkość. Jest nawet ciepło, chociaż w powietrzu czuć już zapach wilgotnego śniegu. Jest nieunikniony.

Tak jak nieuniknione są czarne chmury, które wkrótce zasnują niebo.

Chłopiec stoi na parkingu przy samochodzie. Ma na sobie szarą bluzę z kapturem od Benetteona. Plecak z Wonder Woman. Dżinsowe spodnie Original Marines i buty od Londsdale.

Na mój widok uśmiecha się szeroko. Szczerze. Uśmiechem, który na chwilę pozwala mu zapomnieć. O tym, co nadejdzie. Uśmiechem, który i mnie daje siłę. Jeszcze. Tlącą się maleńką iskrę nadziei. Wolę życia. Bardziej z poczucia odpowiedzialności niż samej chęci. Odpowiedzialności za niego. Żeby jutro też na jego ustach mógł pojawić się uśmiech.

Zajmujemy miejsca w samochodzie.

Jedziemy w milczeniu całą drogę do domu.

– Tato? – zadaje mi pytanie.

Chyba wiem, o co chce spytać. W duchu modlę się, aby chodziło o coś zupełnie innego. Coś w stylu: „Tato, a jakie jest najszybsze zwierzę na świecie?”. Albo: „Czy to prawda, że nie da się poruszać szybciej od światła?”… Jakże łatwo odpowiedzieć na takie pytania! Najprościej. Najszybciej. Najbezpieczniej.

Jednak zawahanie w jego głosie zdradza, że znowu chce zadać to samo pytanie. Pytanie, które zadaje mi każdego dnia, gdy wracamy do domu. Pytanie, którego się boję. Pytanie, na które nigdy nie mam odpowiedzi. Dobrej odpowiedzi. Odpowiedzi, która sprawi, że zniknie ten cień w jego oczach. Jego to charakterystyczne zastygnięcie. W sobie. Zesztywnienie. Zamilknięcie. Zatrzymanie się.

Spoglądam na niego z boku. Wykręcam usta w tym swoim robię-tak-gdy-nie-wiem-co-odpowiedzieć uśmiechu.

– Czy… czy dzisiaj znów będzie to robiła? – pyta, patrząc się gdzieś daleko przed siebie i po chwili dodaje: – Czy znów będzie na nas krzyczała?

Nic nie odpowiadam.

Nie muszę.

Obaj dobrze znamy odpowiedź.

Parkuję samochód na podjeździe przed domem.

Gaszę silnik. Zaciągam hamulec ręczny. Odpinam pas bezpieczeństwa.

I nabieram głęboko powietrza w płuca.

54 komentarze

  1. No cóż, jako nauczycielka, mama i po prostu dobry człowiek, chciałabym, by nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo. By nie zdarzały się sytuacje, w których następuje wspomniane zastygnięcie i ból w uszach… Tej cierpliwości i jednocześnie siły do walki z samym, rozemocjonowanym, sobą, życzę nam wszystkim.
    Spokojnej nocy.

  2. Nie. Nie podoba mi się. To znaczy, ogólnie fajnie i cacy, ale mi nie gra. Poruszasz wątki odpowiedzialności, pasji nauczania i rodzicielstwa. Ważne i wymagające rozwinięcia. A w chwili, gdy czytelnik oczekuje rozwinięcia tematu, to co robisz? Kończysz włączając wątek „z dupy”. Albo nie miałeś dopracowanego pomysłu, albo c.d. n. Wolę wierzyć w to drugie 🙂

    rademachera
    1. Wiesz, mam takie niespełnione jeszcze marzenie… żeby napisać najpiękniejsze opowiadanie używając do tego jak najmniejszej ilości słów 😉 Jedno zdanie, albo nawet jedno słowo… To by dopiero było coś! Żeby czytelnik po jego przeczytaniu już wszystko wiedział. Żeby jeśli było o czerwonym winie, to aby poczuł jego smak na jezyku… A jeśli byłoby o wietrze, to żeby poczuł, jak rozwiewa mu włosy…. Chciałem, bardzo chciałem napisać to opowiadanie. Ale widzę, że totalnie je spieprzyłem! Bo właściwie powinienem był tylko napisać sam tytuł! Te 10 liter układających się w słowo: „Borderline”. To wszystko. Żeby czytelnik mógł poczuć to nabranie powietrza w płuca i ten… lęk przed otwarciem drzwi do domu. Własnego domu…. Masz rację, cała reszta tekstu jest… z dupy!

  3. Nie. Nie podoba mi się. To znaczy, ogólnie fajnie i cacy, ale mi nie gra. Poruszasz wątki odpowiedzialności, pasji nauczania i rodzicielstwa. Ważne i wymagające rozwinięcia. A w chwili, gdy czytelnik oczekuje rozwinięcia tematu, to co robisz? Kończysz włączając wątek „z dupy”. Albo nie miałeś dopracowanego pomysłu, albo c.d. n. Wolę wierzyć w to drugie 🙂

    rademachera
    1. Wiesz, mam takie niespełnione jeszcze marzenie… żeby napisać najpiękniejsze opowiadanie używając do tego jak najmniejszej ilości słów 😉 Jedno zdanie, albo nawet jedno słowo… To by dopiero było coś! Żeby czytelnik po jego przeczytaniu już wszystko wiedział. Żeby jeśli było o czerwonym winie, to aby poczuł jego smak na jezyku… A jeśli byłoby o wietrze, to żeby poczuł, jak rozwiewa mu włosy…. Chciałem, bardzo chciałem napisać to opowiadanie. Ale widzę, że totalnie je spieprzyłem! Bo właściwie powinienem był tylko napisać sam tytuł! Te 10 liter układających się w słowo: „Borderline”. To wszystko. Żeby czytelnik mógł poczuć to nabranie powietrza w płuca i ten… lęk przed otwarciem drzwi do domu. Własnego domu…. Masz rację, cała reszta tekstu jest… z dupy!

  4. No cóż, jako nauczycielka, mama i po prostu dobry człowiek, chciałabym, by nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo. By nie zdarzały się sytuacje, w których następuje wspomniane zastygnięcie i ból w uszach… Tej cierpliwości i jednocześnie siły do walki z samym, rozemocjonowanym, sobą, życzę nam wszystkim.
    Spokojnej nocy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *