Czy wiecie, kiedy tak naprawdę poczułem, że jestem ojcem?
Czy tamtego dnia, gdy się o tym dowiedziałem? A może wtedy, kiedy wziąłem to śliskie i wilgotne ciałko do ręki, a drugą z trudem przecinając pępowinę? Lub też, gdy po raz pierwszy usłyszałem upragnione słowo „Tata”?
Raczej nie. To znaczy we wszystkich tych momentach wmawiałem sobie, że tak właśnie muszą czuć się ojcowie. Przynajmniej powinni. Bo przecież każdy prawdziwy ojciec musi mieć zdjęcie nowo narodzonego dziecka w modnej ramce na biurku. Albo wygaszacz na ekranie komputera. Albo koszulkę z napisem „Supertata”. Musi pokazywać się z wózkiem na osiedlu, znać się na tych wszystkich gadżetach do obsługi maleństwa. I w końcu powinien zamęczać wszystkich swoich znajomych opowieściami o tym, ile dzidzia dzisiaj spała, ile wypiła mleka, czy jej się ulało i jaki kolor miała jej ostatnia kupka. Oraz, czy miała kolkę albo jej nie miała. I koniecznie musi przyozdobić samochód nalepką „Baby inside”. Jakby to kogokolwiek obchodziło!
Ale to wszystko jeszcze nie dowodzi, że jesteś ojcem.
To było wtedy, kiedy po raz pierwszy zostaliśmy sami. Całkowicie sami. Ja i Ona. Moja córeczka. Miała wtedy prawie cztery latka i jeszcze miesiąc został, kiedy mogła nacieszyć się wolnością jedynaczki. Braciszek, który postanowił przyjść na świat przed terminem trochę nas zaskoczył. I wystraszył. Ale najbardziej zaskoczył lekarza, który położył jego mamusię do szpitala. Na specjalnym łóżku. Z nogami w górze. I faszerował ją lekarstwami. Mnóstwem leków. Ale tak trzeba było. Żeby wszystko było dobrze. Żeby urodził się w terminie.
Za dnia wydurnialiśmy się jak dwa psotne kocięta. Tropiliśmy tajemniczą Bukę w garażu, urządzaliśmy zasadzki na Dziaberlaka, a przy zgaszonym świetle i pod kołdrą nasłuchiwaliśmy, czy czasem nie skrada się Trupia Ręka w naszym kierunku.
I obżeraliśmy się. Nawiązaliśmy wiele nowych znajomości. Głównie z dostawcami pizzy. Cóż za wspaniali ludzie! Bo przynoszą ci jedzenie. Pod same drzwi. A ten miły głos dobiegający z głośnika w McDrive już nawet nie pytał się, co zamawiamy. Wystarczyło, że tylko podjeżdżaliśmy samochodem, a na ekranie pojawiały się dwa duże lody z podwójnym karmelem!
Zabawne, ale córeczka, która na co dzień była raczej niejadkiem, bez mrugnięcia okiem wcinała wszystko to, co jej przygotowałem. Czasem aż mnie samego zaskakiwała. Bo które dziecko potrafi zjeść skrzydełka skąpane w sosie jalapeño, gdy mi się trochę za dużo sypnęło? Albo dwa pęta kaszanki na kolację, gdy się okazało, że tylko to zostało w lodówce!
Ale nocami, kiedy spała wtulona we mnie i kiedy czułem jej ciepły oddech na moim policzku, dopadał mnie lęk. Bo w takich momentach nachodzą cię różne myśli. Bezsensowne. Natrętne. Wyłażą, jak komary po zachodzie słońca. A co się stanie, gdy niespodziewanie dostanę zawału? Dzisiaj. Teraz. Zaraz. Albo udaru? Przecież tak często się słyszy. Że miał zaledwie trzydzieści lat i nagle nie ma człowieka. Zszedł. A przecież taki młody był! Mógł jeszcze pożyć.
Co wtedy z nią będzie? Co ona zrobi? Jak sobie poradzi? Kto ją tu odnajdzie?
Wiecie, ja nigdy nie proszę Boga o cokolwiek. Kiedyś to robiłem, ale nigdy nic nie dostałem, więc doszedłem do wniosku, że chyba wszystko mam. Albo Bóg ma ważniejsze sprawy na głowie. Dałem sobie spokój. Teraz tylko dziękuje. Za wszystko.
Ale wtedy robiłem wyjątek. Mówiłem do Niego. Bezgłośnie.
– Boże! Spraw, abym nie myślał o tym…
Oprócz strachu był również wstyd. Palący. Że nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zrozumieć samotnych rodziców. Zwłaszcza kobiet. Do tamtej chwili nie dostrzegałem ich. Nie istniały dla mnie. To znaczy, gdzieś tam mijało się je na ulicy, spotykało w sklepach czy widziało w parkach, ale jakby ich w ogóle nie było! Co gorsza, budziły irytację, kiedy nie mogły opanować wrzeszczącego bachora w tramwaju, albo pchały te swoje spacerówki obładowane dzieciarami i zakupami. Bo one zawsze były jakieś takie mało atrakcyjne. Wręcz zaniedbane. Takie zupełnie nieprzyciągające wzroku. Przemykające gdzieś pomiędzy opłotkami. Wiecznie zabiegane. Wiecznie zdyszane. Rozmemłane.
Tak, dopiero wtedy je zrozumiałem. I dopiero wtedy poczułem, że jestem taki, jak one.
Że jestem rodzicem. Swojego dziecka.
Że jestem ojcem!
Córcia też na każdym kroku przypominała mi o tym. Zwłaszcza wtedy, kiedy szliśmy na wizytę. Do logopedy. Jak co sobotę.
I za każdym razem pytała mnie o to samo, kiedy stawaliśmy przed drzwiami gabinetu.
– Tatusiu, dlaczego zawsze to robisz, kiedy jesteśmy tutaj?
– Co takiego, córciu?
Ona rozkładała ręce w teatralnym geście.
– No, dlaczego zawsze tak wciągasz brzuch?
Bo Pani Logopeda była… hmmm… chyba po raz pierwszy nie wiem, jak mógłbym ją opisać. Powiem jedynie, że przy niej czułem się jakoś tak niezręcznie. Jak sztubak. Jak uczniak wezwany przed oblicze Pani Dyrektor.
I ten jej głos! Miałeś wrażenie, że tworzy się on w jakimś narządzie posiadanym jedynie przez boskie istoty. Anioły. Mógłbyś słuchać jej godzinami i nigdy nie miałbyś dosyć. Nawet, gdyby czytała ci do snu książkę telefoniczną. Gdybym miał porównywać ją do kogoś ogólnie znanego, to od razu na myśl przychodzi mi Grażyna Torbicka. Ta sama klasa. Ta sama liga. Ja zaś, kiedy otwierałem usta to miałem wrażenie, że mój głos powstaje gdzieś pomiędzy żołądkiem a okrężnicą!
O tym, że ostra z niej była kicia świadczyło jeszcze to, jakim samochodem jeździła. Nie była to wcale jakaś tam skoda fabia, albo nissan micra, tudzież fiat panda. To była krwistoczerwona alfa romeo brera 3.2 litra z czterema końcówkami układu wydechowego. Bellissima!
Pani Logopeda bardzo lubiła moją córeczkę. A ja bardzo lubiłem, kiedy zadawała jej pytania związane ze mną.
Dajmy na to, takie:
– Kiedy mamusia jest w szpitalu, to pewnie tatuś gotuje ci pyszne obiadki, prawda? – pytała swym aksamitnym głosem.
Yes! Yes! Yes!
I jak zawsze w takich przypadkach można liczyć na moją córeczkę.
– Nie! – odpowiedziała córeczka wzdychając przeciągle. – Tata cały czas daje mi tylko kaszankę! Wciąż i wciąż…
???
Czy tylko ja miałem wrażenie, że muzyka naraz przestała grać?










































Dzieci to potrafią zepsuć nam reputację :-D. Pozdrawiam
„Wiecie, ja nigdy nie proszę Boga o cokolwiek. Kiedyś to robiłem, ale nigdy nic nie dostałem, więc doszedłem do wniosku, że chyba wszystko mam. Albo Bóg ma ważniejsze sprawy na głowie. Dałem sobie spokój. Teraz tylko dziękuje. Za wszystko.”
Ja wychodzę z założenia, że Pan Bóg wie, co robi. I nawet jak nie słucha naszego gadania, to i tak słucha 🙂
Świetny tekst!
Noooo… Że tak powiem chciałam zażartować rubasznie, ale… To prawdziwa prawda 🙂 Najprawdziwsza. Nie da się tego inaczej opisać 🙂
Są takie momenty, że się chce zatrzymać czas i go smakować, pięknie opisałeś swoje ojcostwo 🙂
Bo ojcostwo jest piękne! 🙂 Dziękuję za komentarz 🙂
Świetny tekst. Taki bezpośredni i błyskotliwy. Gratuluję 🙂
A dziękuję! 🙂
Dzieci to potrafią zepsuć nam reputację :-D. Pozdrawiam
Taaaaa…. Chcesz zrobić wrażenie na kobiecie (w przypadku faceta), pod żadnym pozorem nie bierz dziecka z sobą! 🙂
Skądś to znam i wiem jak taki maluch potrafi nieźle namieszać 😀
Do miłego!
Uzyskałeś wyższy stopień wtajemniczenia emocjonalnego w relacjach z dzieckiem. To są wibracje,które zostają na całe życie, nieważne ile macie lat. Gratulacje! No i Sting 🙂 To będzie dobry dzień. Pozdrowienia.
Dzięki za komentarz i za to, że wpadłaś tutaj! Miłego dnia. Pozdrawiam! 🙂
Do miłego!
No i to ja rozumiem! Już, już miałam się rozpłakać a tu bach! Pani logopeda! 🙂 A za Stinga uprzejmie dziękuję- to mój ulubiony kawałek! 🙂 p.s. co Szanowna Małżonka na wyznanie o Pani Logopedce? P.S. 1 Pozdrawiam przy tej okazji Panią Małżonkę 🙂
Nie bój nic. Małżonka szanowna raz dwa się zresetuje. Wy, to potraficie jak nikt. „Alfa” pójdzie pod młotek a tatuś na galery.☺☺☺
Nie mogę się już doczekać kiedy i ja poczuję to coś 🙂 Pozdrawiam
🙂 Wszystko się zmieni… a najbardziej Ty sam! 🙂 Pozdrawiam i powodzenia!
Świetny wpis, i wzruszyłam się i uśmiałam. Masz bardzo dobry styl pisania, mówi to filolog ;). Dbaj o córcię, ma fajnego tatę 🙂
O…. w takim razie Twój komentarz jest dla mnie niezwykle cenny! 🙂 Zapraszam Cię do przeczytania pozostałych wpisów. Chętnie dowiedziałbym się, co o nich również myślisz 🙂
Wracam do tego wpisu .
Wzrusza i emanuje dojrzałością . Czułością . Zrozumieniem .
Jak ważny jest mężczyzna w roli ojca . Dla kazdej kobiety . Matki i córki .
Muzyka jak zwykle . Wisienka .
Pozdrawiam Cię serdecznie !
A ja dziękuję, że tu wracasz! 🙂 Pozdrawiam!
Świetny wpis, i wzruszyłam się i uśmiałam. Masz bardzo dobry styl pisania, mówi to filolog ;). Dbaj o córcię, ma fajnego tatę 🙂
O…. w takim razie Twój komentarz jest dla mnie niezwykle cenny! 🙂 Zapraszam Cię do przeczytania pozostałych wpisów. Chętnie dowiedziałbym się, co o nich również myślisz 🙂
Zakończenie – Boskie 🙂 Nie ma jak poprawa wizerunku przez dzieci 🙂
Na poprawę humoru. Kiedyś całą jesień walczyliśmy z myszami. Chwila nieuwagi, oknem drzwiami, piwnicą – każdym możliwym lufcikiem trafiały do domu. A potem próba zlikwidowania osobnika 😉
W tym czasie córa oglądała bajkę o myszy balerinie o imieniu Angelina.
I co?
Pierwsza wizyta u lekarza – a córa z dumą – a my w domu mamy Andżeliny 😀
Dobrze że lekarka nie oglądała tej bajki 😀
Hahah… takie historie są najlepsze! Mnie kiedyś mama wysłała do sąsiadki z siatką pełną ryb (złowionych poza sezonem 😉 z przykazaniem, aby nikomu nie mówił, co tam mam… Ponoć, kiedy mijałem każdą napotkaną osobą mówiłem: „Ja ryb nie niosę! „. Dzięki za świetny komentarz i za… odwiedziny! 🙂
Haha… Wierz mi, zapomniałbyś… oj zapomniał się! 🙂
Ja myślę, że one tak bardzo chcą „pomóc”, że przedobrzają… Ale zawsze liczą się intencje, które co jak co, napewno są 100% szczere 🙂
Chyba się domyślam… 😉 To kiedy idziemy na tę… flachę? Słowo się rzekło… 😉 Dzięki za polecanie bloga! 🙂
oj tam, oj tam… kaszanka to przecież bardzo wartościowe danie 🙂
Tak sobie myślę, że dla tatusiów, którzy na co dzień pracują, taka okazja do zostania z dzieckiem sam na sam na kilka dni to jest prawdziwa próba, ale też okazja do głębszego przeżywania rodzicielstwa. Kiedy po urodzeniu drugiego dziecka byłam w szpitalu, mój mąż przez pięć dni – jak sam mówi – walczył o przetrwanie z naszą dwulatką. Ale to ich bardzo, bardzo zbliżyło 🙂
Wiesz, dla mnie, pomomo tych wszystkich obaw i przemyśleń, był to najpiękniejszy czas rodzinnego życia! Może dlatego mam z córką świetny kontakt, mamy chyba takie samo wisielcze poczucie humoru i wiele rzeczy interesuje nas oboje 😉 Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga! 🙂
Jakim cudem wcześniej do Ciebie nie trafiłam? Uśmiałam się jak nigdy! No i ten… dobra kaszanka nie jest zła 😉
Heheh… jest mi niezmiernie miło, że w końcu tu zawitałaś! 🙂 Fakt, człowiek lubi od czasu do czasu zjeść kaszankę 😉 Zresztą, z tą kaszanką to był tyrko jeden, jedyny raz! Incydent 🙂 Przecież, nie chcę się tu chwalić, jestem mistrzem w gotowaniu… hihihi… Moja karkówka z grzybami to jest kulinarne creme de la creme! To samo spaghetti z bazylią, krewetki z pietruszką, sałatka cezar… i wiele innych! A zapamiętana została tylko… kaszanka! 🙂
To rób ją częściej. Kaszankę znaczy. Krewetki chyba nie zostały docenione 😉
Noooo… świeże tigery na maśle z czosnkiem i pietruszką…Ommmmommmm… Do tego świeża bagietka! 🙂
To i tak nic w porównaniu z kaszanką…
W sumie… racja! 🙂
Bo dzieci to kulinarnie niewdzięczne są! Wymyślam, kombinuje i co? Schabowy babci najlepszy. Albo moje racuchy z jagodami. A wołowinka po burgundzku albo szparagi to obrzydlistwo. Już nie wspominając o sałatce bez warzyw… Co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
oj tam, oj tam… kaszanka to przecież bardzo wartościowe danie 🙂
Tak sobie myślę, że dla tatusiów, którzy na co dzień pracują, taka okazja do zostania z dzieckiem sam na sam na kilka dni to jest prawdziwa próba, ale też okazja do głębszego przeżywania rodzicielstwa. Kiedy po urodzeniu drugiego dziecka byłam w szpitalu, mój mąż przez pięć dni – jak sam mówi – walczył o przetrwanie z naszą dwulatką. Ale to ich bardzo, bardzo zbliżyło 🙂
Wiesz, dla mnie, pomomo tych wszystkich obaw i przemyśleń, był to najpiękniejszy czas rodzinnego życia! Może dlatego mam z córką świetny kontakt, mamy chyba takie samo wisielcze poczucie humoru i wiele rzeczy interesuje nas oboje 😉 Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga! 🙂
A kaszankê czasem bardzo lubię zjeść. Taką grilowaną w folii, albo smażoną z cebulką. I kto mnie tego nauczył? Właśnie, właśnie sam Pan Tato. 🙂
A Sting, miodzio.:-)
Ja też lubię!… i to mnie chyba wtedy zgubiło 🙂
Tak na marginesie..Kiedyś, przy okazji badań psychologicznych w PPP(Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna) synuś mój na pytanie „A czego najbardziej nie lubisz?” odpowiedział „Jak mnie mamusia bije”. Rzecz w tym że na swoje (wtedy) pięć lat życia dostał klapsa RAZ. Oczywiście po fakcie trzy noce wyłam w poduszkę uważając się za paskudną matkę. Nieważne.
Ważne że Pani Psycholog wielce wykształcona i nadęta otrzymaną WŁADZĄ, chciała mojej rodzinie założyć Niebieską Kartę. Dla niezorientowanych wyjaśnię że to taka specjalna informacja w organie opieki społecznej, o przemocy w rodzinie. Czy jakoś tam inaczej się nazywa.
Kontrolę nawet miałam.
Łoł… to przebija moją kasznakę! 🙂 Chcociaż moja bratanica kiedyś na pytanie pani w przedszkolu, jakie zabawy rodzice urządzają w domu odpaliła, że tatuś (czyli mój brachol, który jest leśnikiem i myśliwym) każe czasami mamie zakładać strój tygryska i poluje na nią! 🙂 🙂 🙂
Hahahahaha 🙂 🙂 🙂
Wczoraj dostalam maseczke tygrysia od córki, dobrze, że mnie chyba nikt nie widzial 🙂 Po jej naklejeniu mialam twarz jak dzieci po malowaniu farbkami. 🙂
Łał! Muszą mieć bogate życie erotyczne 😉
I skończyło się rumakowanie… 🙂
Uwielbiam właśnie dzieci za tą ich szczerość, choć czasem batorzy 🙂 nieżle po plecach.
Uwielbiam patrzec na ojców bawiacych sie z dziecmi, zaangazowanych, ale nie po to, aby paniom imponowac.
Przyznaje, ze sama mam malo cierpliwości… 🙁
Zdjęcie z jednego z ulubionych filmów…:-)
Poza tym, się wzruszyłam…bo, mojego Taty, prawie w ogóle nie było w moim życiu, z racji wykonywanego zawodu, stylu pracy. I chyba w sercu gdzieś tam zostaje jaka pustka, jakoś tak chyba jest….
… zobacz mój poprzedni wpis „Kąkąłka”… to potrafi siedzieć w człowieku
:)… chociaż ja taki stary to jeszcze nie jestem 🙂
… za tę…. 🙂 nie myli¢ z ” żetę,”:)
…spoko 🙂
To jest cholernie ważne! A jak ważne… przeczytaj mój wpis „Kąkąłka”… niektórzy ludzie pamietają takie rzeczy po 70-u latach…
A kaszankê czasem bardzo lubię zjeść. Taką grilowaną w folii, albo smażoną z cebulką. I kto mnie tego nauczył? Właśnie, właśnie sam Pan Tato. 🙂
A Sting, miodzio.:-)
Ja też lubię!… i to mnie chyba wtedy zgubiło 🙂
Nie powiem. Jakby Wam się tygrysek znudził, to mam do oddania kostium Świnki Pepy… Gwarantuję niezapomniane wrażenia 😉
Nie powiem. Jakby Wam się tygrysek znudził, to mam do oddania kostium Świnki Pepy… Gwarantuję niezapomniane wrażenia 😉
Trzymam Cię za słowo! 🙂
Uśmiałam się do łez. Zrobiłeś mi dzień tym postem;D
Cieszę się, że mogłem się do czegoś przydać! 🙂 Miłego dnia!
Każdy ojciec przez to przechodzi… Zabawne, ale takie rozmowy zaczynają się znacznie wcześniej… Kiedyś faceci gadali przy kawie w robo o polityce, samochodach itd… a teraz coraz częściej o rozwarciach, wodach, które odeszły i kupkach…. 🙂 Ale chyba nic w tym złego!… Pozdrawiam i cieszę się, że mogłem się do czegoś przydać dzisiaj 🙂 …. A Nastuś – słodziak! 🙂
Genialny wpis!! Można czytać na okrągło i się nie znudzi, zupełnie jak ta książka telefoniczna 😉
Każdy ojciec przez to przechodzi… Zabawne, ale takie rozmowy zaczynają się znacznie wcześniej… Kiedyś faceci gadali przy kawie w robo o polityce, samochodach itd… a teraz coraz częściej o rozwarciach, wodach, które odeszły i kupkach…. 🙂 Ale chyba nic w tym złego!… Pozdrawiam i cieszę się, że mogłem się do czegoś przydać dzisiaj 🙂 …. A Nastuś – słodziak! 🙂
Uroczy wpis hahaha
Pokazałam wpis Ojcu i tylko porozumiewawczo kiwał co jakiś czas głową 🙂 Może za wyjątkiem Pani Logopedy, bo nigdy Ojciec nie zawoził mnie na żadne zajęcia dodatkowe. Ale co sobie w tym momencie pomarzył, to jego 😀
🙂 Pozdrownienia dla szanownego Tatusia! Tak, tylko ojcowie wiedzą, co sobie myślą ojcowie… 🙂 Pozdrawiam i dzięki za komentarz!
Genialny wpis!! Można czytać na okrągło i się nie znudzi, zupełnie jak ta książka telefoniczna 😉
Ogromnie się cieszę, że się podobało 😉 W sumie tylko po to robię… żeby się podobało temu, kto to czyta 🙂
Uwielbiam Twoje teksty, już pewnie nie raz Ci to pisałam, ale i tak się powtórzę. Rozbawiasz do łez, a jednocześnie potrafisz sprowadzić człowieka z chmur na ziemię. Córę masz mistrzowską, z resztą nie dziwię się, bo z tego co piszesz i jak piszesz o swoim życiu, być inaczej nie może. Mogę Ci życzyć tylko, żebyś takich chwil z dziećmi miał więcej, a będziesz jeszcze szczęśliwszym człowiekiem.
Pozdrawiam 🙂
A ja się cieszę, że mam taką czytelniczkę! Taką, która wpada tutaj od czasu do czasu i zostawia takie miłe komentarze 🙂 Ja ze swej strony mogę tylko Cię zapewnić, że będę robił wszystko, aby nie zawieść Twojego zaufania 🙂 A córeczka jest mistrzowska! To taka trochę mniejsza kopia mnie samego tyle tylko, że dziewczyńska 😉 Pozdrawiam również! Czekam na Ciebie tutaj! 🙂
Kaszankę uwielbia mój syn 🙂 Fajnie się czyta 🙂 Będę zaglądała do ciebie częściej 🙂
Zaglądaj proszę! 🙂
hehe dobrze że kaszankę chociaż daje 😉 Dzieci są bezbłędne 😉
To było tylko raz! 🙂 Zresztą sama chciała 😉
Kaszankę uwielbia mój syn 🙂 Fajnie się czyta 🙂 Będę zaglądała do ciebie częściej 🙂
Zaglądaj proszę! 🙂
córka wymiata…Sama jestem jedną z tych „samotnych mamusiek” Partner pracuje za granica i bywa zdecydowanie za rzadko… wiem ile trzeba pracy włożyć w to aby wszystko grało… pranie, sprzątanie, zabawy a i zjeść dzieci czasem muszą.
Respect! 🙂 Od kiedy wiem, przez co musicie przechodzić, jakoś inaczej patrzę na to wszystko 🙂 Dzięki za komentarz i odwiedziny! 🙂
Wow! Zajebiście się czyta! 🙂
Kiedy Twoja córeczka podrośnie, zabieraj ją na randki. Niech wystroi się w najpiękniejszą sukienkę, zawiąże najbardziej kolorowe kokardy. Rób jej niespodzianki, zabieraj w fajne miejsca, otwieraj przed nią drzwi, traktuj ją jak najważniejszą kobietę w Twoim życiu. Niech te wyjścia będą Waszym świętem. I wiesz co? Nauczysz córeczkę, że jest ważna, piękna i doskonała, a przede wszystkim tego, jak powinien traktować ją mężczyzna, którego sobie wybierze.
Pięknie napisane 😉 Chociaż na czym mi najbardziej zależy, to żeby uniknęła tych wszystkich błędów, które ja zrobilem w życiu 🙂 A resztę niech odkrywa sama! Dziękuję za Twój komentarz!
Super tekst. Moja córeczka właśnie skończyła 9 miesięcy ale w sumie ojcem poczułem się od razu jak tylko dostałem ją na ręce, tak jakoś od razu to poczułem. Pomijam fakt że jak pierwszy raz zobaczyłem na usg tą małą fasolkę to mi trochę się nogi ugięły a w głowie zakręciło jak po kilku szybkich browarach 🙂
Każdy ojciec tak miał 🙂 Ale najlepsze dopiero przed Tobą! Powodzenia 🙂 Nie schrzań tego! 😉
Super tekst. Moja córeczka właśnie skończyła 9 miesięcy ale w sumie ojcem poczułem się od razu jak tylko dostałem ją na ręce, tak jakoś od razu to poczułem. Pomijam fakt że jak pierwszy raz zobaczyłem na usg tą małą fasolkę to mi trochę się nogi ugięły a w głowie zakręciło jak po kilku szybkich browarach 🙂
Każdy ojciec tak miał 🙂 Ale najlepsze dopiero przed Tobą! Powodzenia 🙂 Nie schrzań tego! 😉
Ciekawe i prawdziwie opisane nasze ludzkie strachy:-)
Ciekawie i prawdziwie napisane.
Naprawdę fajnie to opisales. Świetny tekst. Dobrze się czytało. Chyba zostanę na dłużej 🙂
Dziękluję! Zostań…. 🙂
Naprawdę fajnie to opisales. Świetny tekst. Dobrze się czytało. Chyba zostanę na dłużej 🙂
Dziękluję! Zostań…. 🙂
Rewelacyjnie to napisałeś. Zaczytałam się i szkoda było jak dobrnełam do końca.
Rewelacyjnie to napisałeś. Zaczytałam się i szkoda było jak dobrnełam do końca.
🙂 Zapraszam Cię do przeczytania pozostałych wpisów! Mam nadzieję, że również się Ci spodobają… 🙂
No i kaszanka wygrała sytuację 😉
Nigdy nie znasz dnia, ani godziny, kiedy takie rzeczy zostaną Ci wyciagnięte na światło dzienne! 🙂
No i kaszanka wygrała sytuację 😉
Nigdy nie znasz dnia, ani godziny, kiedy takie rzeczy zostaną Ci wyciagnięte na światło dzienne! 🙂
Podbiłeś moje serce! Jestem wzruszona!
super wpis, dziękuje 🙂
Ciekawie i prawdziwie napisane.
Podbiłeś moje serce! Jestem wzruszona!
Wow! Zajebiście się czyta! 🙂
Ciekawe i prawdziwie opisane nasze ludzkie strachy:-)
Jakim cudem wcześniej do Ciebie nie trafiłam? Uśmiałam się jak nigdy! No i ten… dobra kaszanka nie jest zła 😉
I skończyło się rumakowanie… 🙂
Uwielbiam właśnie dzieci za tą ich szczerość, choć czasem batorzy 🙂 nieżle po plecach.
Uwielbiam patrzec na ojców bawiacych sie z dziecmi, zaangazowanych, ale nie po to, aby paniom imponowac.
Przyznaje, ze sama mam malo cierpliwości… 🙁
Zdjęcie z jednego z ulubionych filmów…:-)
To jest cholernie ważne! A jak ważne… przeczytaj mój wpis „Kąkąłka”… niektórzy ludzie pamietają takie rzeczy po 70-u latach…
Zakończenie – Boskie 🙂 Nie ma jak poprawa wizerunku przez dzieci 🙂
Na poprawę humoru. Kiedyś całą jesień walczyliśmy z myszami. Chwila nieuwagi, oknem drzwiami, piwnicą – każdym możliwym lufcikiem trafiały do domu. A potem próba zlikwidowania osobnika 😉
W tym czasie córa oglądała bajkę o myszy balerinie o imieniu Angelina.
I co?
Pierwsza wizyta u lekarza – a córa z dumą – a my w domu mamy Andżeliny 😀
Dobrze że lekarka nie oglądała tej bajki 😀
Hahah… takie historie są najlepsze! Mnie kiedyś mama wysłała do sąsiadki z siatką pełną ryb (złowionych poza sezonem 😉 z przykazaniem, aby nikomu nie mówił, co tam mam… Ponoć, kiedy mijałem każdą napotkaną osobą mówiłem: „Ja ryb nie niosę! „. Dzięki za świetny komentarz i za… odwiedziny! 🙂
Wracam do tego wpisu .
Wzrusza i emanuje dojrzałością . Czułością . Zrozumieniem .
Jak ważny jest mężczyzna w roli ojca . Dla kazdej kobiety . Matki i córki .
Muzyka jak zwykle . Wisienka .
Pozdrawiam Cię serdecznie !
Uśmiałam się do łez. Zrobiłeś mi dzień tym postem;D
Cieszę się, że mogłem się do czegoś przydać! 🙂 Miłego dnia!
Pokazałam wpis Ojcu i tylko porozumiewawczo kiwał co jakiś czas głową 🙂 Może za wyjątkiem Pani Logopedy, bo nigdy Ojciec nie zawoził mnie na żadne zajęcia dodatkowe. Ale co sobie w tym momencie pomarzył, to jego 😀
🙂 Pozdrownienia dla szanownego Tatusia! Tak, tylko ojcowie wiedzą, co sobie myślą ojcowie… 🙂 Pozdrawiam i dzięki za komentarz!
córka wymiata…Sama jestem jedną z tych „samotnych mamusiek” Partner pracuje za granica i bywa zdecydowanie za rzadko… wiem ile trzeba pracy włożyć w to aby wszystko grało… pranie, sprzątanie, zabawy a i zjeść dzieci czasem muszą.
Respect! 🙂 Od kiedy wiem, przez co musicie przechodzić, jakoś inaczej patrzę na to wszystko 🙂 Dzięki za komentarz i odwiedziny! 🙂
Kiedy Twoja córeczka podrośnie, zabieraj ją na randki. Niech wystroi się w najpiękniejszą sukienkę, zawiąże najbardziej kolorowe kokardy. Rób jej niespodzianki, zabieraj w fajne miejsca, otwieraj przed nią drzwi, traktuj ją jak najważniejszą kobietę w Twoim życiu. Niech te wyjścia będą Waszym świętem. I wiesz co? Nauczysz córeczkę, że jest ważna, piękna i doskonała, a przede wszystkim tego, jak powinien traktować ją mężczyzna, którego sobie wybierze.
Pięknie napisane 😉 Chociaż na czym mi najbardziej zależy, to żeby uniknęła tych wszystkich błędów, które ja zrobilem w życiu 🙂 A resztę niech odkrywa sama! Dziękuję za Twój komentarz!
Są takie momenty, że się chce zatrzymać czas i go smakować, pięknie opisałeś swoje ojcostwo 🙂
Nie mogę się już doczekać kiedy i ja poczuję to coś 🙂 Pozdrawiam
Chyba się domyślam… 😉 To kiedy idziemy na tę… flachę? Słowo się rzekło… 😉 Dzięki za polecanie bloga! 🙂
super wpis, dziękuje 🙂